wtorek

Piękny to był koncert. Bo w naszym mieście, bo dla swoich, bo za pieniądze z biletów mieliśmy nagrać kolejny kawałek na druga płytę. Rano obudziła Nas wiadomość od perkusisty - w kręgosłupie tak go połamało, że nie może wstać z łóżka. Kilka godzin nerwówki. Gramy akustycznie? Odwołujemy? W tym czasie Łukasz przebywa w szpitalu gdzie zostaje naszpikowany  środkami  przeciwbólowymi.
Dochodzi godzina 14 razem z decyzją.
- Zagram – mówi.
- Nie kozakuj. Zdrowie ważniejsze.
Zagraliśmy. Piękny to był koncert. Ale ja nie o tym tylko o poświęceniu.
Wszystko co robimy robimy dla wspomnień  a każde zmartwienie z czasem się zużywa. Gdzieś to wyczytałem i od dobrych kilku tygodni to takie myśli przewodnie, które dopasowują się do mojej codziennej tułaczki po tym padole. Do mojego JESTEM TUTAJ.
Poświęcam swój czas produkując ten wpis i cieszy mnie to bardzo. A mocniej cieszyć będzie, gdy za kilka lat go odnajdę, z uśmiechem na gębie -  aha, to tak wyglądały początki mojego blogowania. Nie będzie cieszyć opcja druga - miałem bloga, popisałem trochę i porzuciłem. Czwarty raz w tym akapicie używam słowa cieszyć i nie ma powodów do zmartwienia. Blog to forma, która potrafi cieszyć – po raz piaty - swoja plastycznością. Jest wiele kierunków, które ten blog  może obrać w zależności od treści jaka tu się pojawi.
Dobra, ale co z tym poświeceniem przykłady jakieś czy coś?
Jeden człowiek z niechęcią wstaje rano i widzi tylko kolejne przeszkody i problemy, nic tylko się upić albo cały dzień grać w grę, nie myśleć, nie robić, nie istnieć, dosyć. A jednak wstaje. Drugi przebudzi się z uśmiechem i dostrzega kolejne szanse do wykorzystania. Obydwu łączy jedno - poświecenie. Pierwszy jak ten Syzyf turla to swoje  życie z nadzieja  że może kiedyś coś zatrybi i wszystko będzie z górki. Drugi jak ten Ikar wzlatuje wysoko a  jego skrzydła zlepione woskiem w  każdej chwili mogą się roztopić od promieni słońca.To poświęcenie w imię czegoś.
Ja w dalszy ciągu jestem gdzieś pomiędzy Syzyfem a Ikarem afirmując sobie że: wszystko mi sprzyja.
Jest taka książka „Stary człowiek i morze” Ernesta Hemingwaya nie wiem czy to dobra książka ale pamiętam jakie wrażenie wywarł na mnie film, który  oglądałem jako mały brzdąc. Ekranizacja z 1958 roku, Spencer Tracy w roli głównej na ekranie Rubina – to taki lampowy telewizor produkcji radzieckiej, kolorowy, odbierał wszystkie dwa kanały jakie wtedy nadawano. A historia o starym rybaku, który od 84 dni żadnej ryby nie złowił. Everybody, łącznie z jego córka, spisują go na straty, ”daj sobie spokój staruszku”- mówili.
Rybak wypłynął w morze jeszcze dalej niż kiedykolwiek wcześniej co okazało się sukcesem , choć niełatwym. Pamiętam jak byłem przejęty będąc kilkuletnim chłopcem, jego długą i zacięta walka z merlinem, który w końcu chwycił przynętę. Merlin był ogromny a złowienie go czynem heroicznym dla wprawnego ale starego już rybaka. Radość po wygranej walce szybko ustępuje. W drodze powrotnej  musi bezradnie patrzeć jak rekiny pożerają jego zdobycz zanim doholuje ja w bezpieczne miejsce.
Wiec po kiego? Okazał się takim dupkiem i tyle trudu sobie zadał zamiast pozwolić córce żeby się nim zajęła i spijać piwko na plaży? Po tego, że poświęcamy się dla wspomnień aby nasze życie nie było złudzeniem.
Wstając rano z taka myślą dostrzegasz szanse nie problemy, małe i duże wyzwania, które są po coś. Oto wielka tajemnica wiary w siebie i sens wszystkiego dookoła.
Wszystko mi sprzyja.Wam też.

https://www.facebook.com/uglywriter/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Radość istnienia

Nasz Bohater wiedział żeby przyciągnąć coś do siebie trzeba poczuć się tak jakby to już zaistniało w jego życiu.Postanowił czuć i żyć sercem...