środa

Kroniki Portowe

"W węźle składającym sie z ośmiu przełożeń, który jest węzłem średniej wielkości, istnieje możliwość dwustu pięćdziesięciu sześciu różnych „kombinacji”... Jeśli uczynisz choć jedną zmianę w ułożeniu liny, otrzymasz zupełnie inny węzeł albo nie zawiążesz żadnego węzła”

"Oto opowieść o kilku latach z życia Quoyle'a, który urodził się na Brooklynie i dorastał w małych zapyziałych miasteczkach". Tak zaczynają się „Kroniki Portowe”, autorstwa Annie Prouloux. Po tym wstępie miałem wrażenie, że może być nudna. I momentami taka właśnie jest. Wieje monotonia, ale w przypadku tej książki to komplement. Tak, komplement. Bo coś pociągnęło mnie do tej historii.


Urzekły mnie opisy krajobrazu Nowej Fundlandii, jej surowość wręcz się wylewa z tej książki. Tłem dla głównego bohatera są rybacy, lodowce, sztorm, morze i nie łatwe życie mieszkańców wyspy. Prawdziwy małomiasteczkowy, morski klimat. Wiatr wieje miedzy kartkami, miedzy wierszami szron i śnieg. Urzekła mnie też Twoja historia Panie  Quoyle. Bo to pięknie zapodana opowieść o człowieku, który gdzieś na zapomnianej wyspie, gdzie psy dupami szczekają, odnajduje swoja tożsamość, odzyskuje utraconą pewność siebie.


Główny bohater skojarzył mi się z Forestem Gumpem. A raczej nie sam Quoyle tylko sposób jego kreacji w tej książce, na nudnego przeciętniaka i głupka.Gump nudny nie był a Quoyle i owszem. Choć brak porywającej fabuły, nie dałem rady czytać większymi fragmentami, musiałem dawkować, polubiłem tego nudziarza. Jest nieudacznikiem, facetem beznadziejnym, nie mającym nic do zaoferowania i od życia oczekuje jedynie żeby trochę mniej go kopało w dupę. Taki właśnie jest Quoyle. Coś go musiało takim stworzyć.


Rozpoczynając życie w Nowej Fundlandii, twardej krainie o nieubłaganym klimacie, naznaczonej specyficznym rodzajem magii i urzekającym, surowym pięknem Quoyle stopniowo odnajduje ścieżkę do samego siebie i w końcu staje się szczęśliwszym i lepszym człowiekiem.


Powieść zdobyła nagrodę Pulitzera i National Book Award.I wiecie co? Nie dziwie się. Dla mnie bardzo na plus. Film na podstawie i pod tym samym tytułem również oceniam wysoko. Kevin Spacey poradził sobie znakomicie. Cenię tego aktor.Miał chłop szczescie zagrać w wielu dobrych filmach.


Czy miłość przypomina torbę różnych cukierków, którą podaje się z rąk do rąk, z której można się poczęstować więcej niż tylko raz? Niektóre mogą szczypać w język, inne wydzielają mocne zapachy. Niektóre mają nadzienie gorzkie jak żółć, inne zawierają miód zmieszany z trucizną, jeszcze inne dają się szybko połknąć. A wśród powszechnie znanych miętusów i dropsów można znaleźć prawdziwe okazy: jeden może zawierać w swoim wnętrzu śmiertelne igły, inny spokojne i łagodne przyjemności. Czy jego dłoń zaciska się właśnie na takim cukierku?”

Warto poczytać.Bo jak to mówił Tyrion Lannister. Ten króciak z Gry o Tron

"Umysł potrzebuje książek, tak jak miecz potrzebuje osełki by zachować swoją ostrość."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy pójdziesz ze mną dziś na spacer?

W ten niedzielny poranek, budząc się na jednym z blokowisk Świebodzina widzę przez okno ludzi którzy dochodzą do siebie po wczorajszych imp...