środa

A kup se Pan Yorka. Czyli czym karmić jastrzębie.


- Słuchaj szwagro, mam takiego sąsiada. Fajny kolo tylko znerwicowany trochę. Ja ci mówię, że to przez ta jego kobitę. Jak mi opowiedział o yorkach to po prostu ... no jebłem.
- No dawaj.
- Ta jego kobieta ma hopla na punkcie tej rasy. Przebierają tego psa, kokardki jakieś, ale mniejsza o to. Ostatnio spotykam gościa jak  ciąga tego yorka po trawniku na spacerze i coś mi nie pasi. „Co wy tego psa farbujecie czy jak?”- pytam bo co chwile jakiś on niepodobny do siebie, raz mniejszy, raz większy. I zaczęła się dłuższa opowieść, której finał to by nikt nie przewidział.
Facet mówi, że żona meczy go  z pól roku o tego yorka. W końcu wymięka i kupują, to znaczy on kupuje jako prezent. Oczywiście ochy, ahy bo pieseczek to pieseczek sramto. Jakoś nie przepada za tym psem, ale toleruje bo kobita ma radochę, trudno. Aż do pierwszej tragedii.
Jakaś rodzinna nasiadówa wujek, ciotka, babcia imieniny czy coś tam. 110kg wagi wujka siada na fotelu  nie zauważając, że na nim pieseczek przecież leży. Zanim się zorientował i powstał kark złamany, pieseczek do piachu. Lamenty, szlochy i depresje, sąsiad kupuje kolejnego yorka. Jest radość, szczęście i miłość do nowego pupila.
Tego już wytrenowali, że nie ma włażenia na fotele i inne meble, na których ktoś mógłby dupą zmiażdżyć. Ochy, achy bo pieseczek to bo pieseczek tamto. I tak mija kilka miesięcy w  takim szczęściu i spokoju, aż do pewnej grudniowej soboty. Wpadają na pomysł,  że trzeba w końcu lodówkę rozmrozić, a zawartość na balkon  wynieść, niech w chłodzie leży. Biegaja tak z tym całym towarem z kuchni na balkon, a pieseczek miedzy nogami im się plącze.
A że ludzie rozrywkowi to rzucają sobie w kuchni zamrożonym kurczakiem i pech chciał, a może przeznaczenie takie, że kurczak zamiast w rekach to na głowie psa ląduje – śmierć na miejscu. Czaisz to? Kurczakiem yorka zabić?
- No teraz to pojechałeś. Bujasz i tyle.
- Zadzwonię do sąsiada to potwierdzi, jeszcze przyniesie piwka do grilla.
I znowu tragedia i rozpacz, tzn jej bo jemu to obojętny był ten psiak. Święta, choinka i kupuje kolejnego yorka. Tym razem takiego odchowanego już trochę , bardziej kumaty podobno. I mija tak zima i wiosna w radości, że zwierzaczek to i tamto. Lato nastaje jada nad morze. Smażą się na tej plaży pól dnia i  wstają bo  z pieskiem trzeba połazić,  gdzieś tam sobie lata po wydmach. Spokój fajnie, morze, wczasy, lajcik taki leniwy, aż tu nagle: Jakieś ptaszysko, podejrzewają że to jastrząb, daje nura na tego yorka i porywa go w przestworza z piskiem, co nic nie daje, ptaszysko znika tak szybko jak się pojawiło.
-...?!?!?
Chwila zdziwienia i nagle wszyscy wybuchają  zabójczym śmiechem przy tym grillu, a ta historia rozjedzie się po mieście i dalej jeszcze. No bo... jak ???
Jak można mieć takiego pecha do yorków?

1 komentarz:

Radość istnienia

Nasz Bohater wiedział żeby przyciągnąć coś do siebie trzeba poczuć się tak jakby to już zaistniało w jego życiu.Postanowił czuć i żyć sercem...