środa

Stado

„Najważniejsze, żeby nie patrzeć na kraty, a tylko między kratami. Bo jeżeli będziesz patrzył na kraty to nigdy niczego nie dokonasz i nigdy nie będziesz szczęśliwy.”
William Wharton często powtarzał, że jego pisanie jest dla zwykłych ludzi nie dla poklasku krytyków literackich. Marzył o tym żeby wszystkim, którzy sięgają po jego książki pomogły one znaleźć piękno i sens  w życiu, zrealizował to marzenie – Wharton zostaje dopisany do listy autorów których będę czytać.
Warto przeczytać STADO. To kolejna książka, która przez dobrych kilka lat walała mi się po półkach. Nie pamiętam skąd ją mam, na pewno nie kupiłem, ktoś przyniósł ze słowami – weź przeczytaj i zapomniał? Jeśli tak było to dzięki za to temu ktosiowi.
STADO to bardzo fajny pomysł na fabułę, przeplatanie dwóch historii. Książka o małym chłopcu i dojrzałym mężczyźnie których losy krzyżują się dopiero pod koniec powieści, która wciąga.
Musiałem przeczytać aż trzy kiepskie książki z nadzieją, że może gdzieś  w połowie, coś ciekawego się stanie, nagły zwrot klimatu, cokolwiek – nie były to powieści Whartona – żeby dojść do wniosku, że szkoda życia na kiepskie książki, na kiepskich autorów, dlatego każdej książce daje teraz maksymalnie 30 stron szansy. W tym przypadku sam prolog wystarczył żeby mnie przekonać i nie zwiodłem się. Zarwałem noc a o świcie poszedłem jeszcze na spacer.Trudno zasnąć po takiej lekturze, wpadłem na kilka pomysłów, które musiałem przemyśleć.
Rodzina, miłość, lojalność – przy każdym z bohaterów te słowa nabierają nowego sensu. Dla chłopca jest ona wszystkim, dla Kapa to lew kupiony w barze, a później kobieta, kochana początkowo z wzajemnością. Rodzina chłopca to właśnie takie „stado” w którym wiedza i poczucie, ze mogą na sobie polegać jest brana za pewnik, że dopóki są razem nic złego im nie grozi. Drugi bohater to wieczny optymista, którego życie nieźle w dupę kopie.
To wciągająca, wzruszająca – tak, nie boje się użyć tutaj tego słowa – wzruszająca powieść o dorastaniu i więzach rodzinnych. Jaka wartość ma dzisiaj rodzina?
„Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności.Jeżeli obecne jest choć jedno z tych uczuć, to istnieje nadzieja, jeżeli dwa, to może nie jest to mistrzostwo świata,ale blisko, a jeżeli trzy- nie masz po co umierać, trafiłeś do nieba za życia”

2 komentarze:

  1. Dawno temu zaczytywałam się w Whartonie. Tak, jeżeli w miłości dominuje szcunek, podziw i namiętność , to można umierać z miłości...
    Pozdro
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Wharton to jeden z moich ulubionych .Zaczął pisać, traktując to jako formę terapii po wojnie. Wspaniały człowiek.

    OdpowiedzUsuń

Czy pójdziesz ze mną dziś na spacer?

W ten niedzielny poranek, budząc się na jednym z blokowisk Świebodzina widzę przez okno ludzi którzy dochodzą do siebie po wczorajszych imp...